Travellerspoint Blogi z podróży

To już jest koniec - Buenos Aires

Wszystko co dobre, .... Zleciało nie wiadomo kiedy. Wróciłem do Buenos Aires i jutro wracam do Polski. large_b4c2c6f0-58ff-11ea-a6c2-f118dcba846d.jpg. Powrót do BA oczywiście w niedzielę. Oczywiście, bo niedziele tutaj są specyficzne. large_afaf7dc0-58ff-11ea-96c0-559742d46f72.jpg. Wszsystko zamknięte, pusto, nawet zjeść trudno.
W Buenos Aires trafiłem na końcówkę karnawału (ale przez to też prawie wszystko zamknięte) large_b8cd2ba0-58ff-11ea-a6c2-f118dcba846d.jpg. Była parada, była obowiązkowa pianka large_pianka.jpg i malowanie twarzy. .
Z zaległych wycieczek miałem jeszcze Park Ekologiczny. To taki fragment dzikiej przyrody przylegający do rzeki (a tuż obok dzielnica drapaczy i jedne z najdroższych gruntów w BA). large_b25dd4e0-58ff-11ea-a6c2-f118dcba846d.jpg. I nawet da się zauważyć jakieś zwierzaki. I pytanie dla wnuków. Co tu jest?
large_waz.jpglarge_c0b73b80-58ff-11ea-96c0-559742d46f72.jpg.
I to by było na tyle.

Wysłane przez a.gogolewski 17:30 Kategoria Argentyna Komentarze (0)

Powrót do Argentyny

Kalendarz pokazuje, że czas na powrót do Buenos Aires. Odświeżyłem sobie, jak ładny jest ten kawałek trasy. W dalszym ciągu jesteśmy w górach, ale droga cały czas wiedzie po równinie, wzdłuż rzeczki. A góry są ciekawe, miejscami mają różnokolorowe pasemka. large_56365130-5501-11ea-8993-5b96ed9c51f3.jpg

Pierwszy przystanek po przekroczeniu granicy w Argentynie, w El Carmen. Takie małe miasteczko (zapach siana, śpiew ptaków,..) obok El Salvador de Jujuy. Już tu byłem i było mi dobrze ( dlatego wróciłem na kilka dni). Jest to jeden z paradoksów mojej podróży. Widziałem mnóstwo nowych miejsc (licznik pokazuje, że przejechałem już ponad 7700 km), ale jak tylko mogę wrócić do miejsca gdzie było mi dobrze, to prawie zawsze tam wracam (i wybieram ten sam hotel, wybieram te same miejsca na obiad i kolacje).

Góry prawie się skończyły (choć je widać naokoło), temperatura skoczyła do ponad 30st. W południe zrobiło się nieznośnie gorąco, tak więc południowa sjesta jest po prostu obowiązkowa.large_sjesta.jpg.
Teoretycznie mogę już stąd skoczyć do Beunos Aires, ale to prawie doba podróży (jak wielokrotnie pisałem - nie latam). Rozbijam to na dwa przejazdy, a i tak pierwszy przejazd trwa ponad 7 godz. (dobrze chociaż, że autobus był "wypasiony (rozkładane o 90 st fotele, monitory jak w samolotach, steward: obiad, kawa, herbata, napoje,...) i zatrzymuję się w Santiago del Estero. large_santiago.jpg,
To już tak, jakbym wrócił do Europy. Zadbane uliczki i budynki, ludzie, spośród których wcale się nie wyróżniam large_deptak.jpg- tak jak w Boliwii (jak pada pytanie skąd jestem, to nie jest pytanie o kraj, tylko miasto). large_rynek.jpg Zatrzęsienie kawiarni i kawiarenek (w Boliwii były to jadłodajnie), na każdym rogu jak nie apteka to fitness club. I tu (z powodu upałów) życie (czyli przesiadywanie albo w kawiarni, albo na ławeczkach) zaczyna się dopiero po 18:00 large_5a7dbee0-5501-11ea-8993-5b96ed9c51f3.jpg. Zresztą jest to ciekawy kontrast, z jednej strony Argentyna "bankrutuje", a z drugiej strony ludzie godzinami przesiadują w kawiarenkach (lodziarniach, ciastkarniach) dyskutując nad ciężkim losem Argentyny. W ogóle uwielbiają rozmawiać i są to rozmowy ciekawe. i z którymi rozmawiałem widać, że są wykształceni, oczytani i bystrzy a przy tym sympatyczni (+ włoski zaśpiew).

W Santiago już też kiedyś byłem (i w moim zwyczajowym miejscu na jedzenie były, jak w zeszłym roku, takie same pyszne marynowane ozorki).

Wysłane przez a.gogolewski 10:44 Kategoria Argentyna Komentarze (0)

W końcu parada karnawałowa (Bolivia)

Tupiza

(Tupiza, Bolivia) Po czwartkowej paradzie odczuwałem niedosyt. Była to raczej parada przebierańców a nie impreza karnawałowa. Ale dzisiaj (sobota) poprawa - druga parada, taka bardziej karnawałowa.
large_jakarnawal.jpg
Najpierw zaczęło się spokojnie, od przemarszu różnych grup lokalnych (wioska zamieszkiwana przez rdzennych mieszkańców).
large_p1.jpglarge_p2.jpg
large_p6.jpglarge_p7.jpglarge_p8.jpglarge_714959e0-505b-11ea-9864-c9adb4e1e9e4.jpglarge_p9.jpglarge_p11.jpg

Potem zaczęły się korowody taneczne, zaczynając od dzieci.

large_72e8b200-505b-11ea-8ae4-3d9123b74c4c.jpg

large_p11najpierwdzieci.jpg

Stopniowo coraz starsi. Bardzo fajne jest połączenie bębnów, trąbek i ichniejszych piszczałek (fletów)
large_p11potemstarsi.jpglarge_p12.jpglarge_p13.jpglarge_p13orkiestra.jpglarge_p14.jpglarge_6f2122b0-505b-11ea-9864-c9adb4e1e9e4.jpglarge_p14ork.jpglarge_p15.jpglarge_6d060ae0-505b-11ea-9864-c9adb4e1e9e4.jpg

Wkrótce zrobiło się na tyle ciemne, że nie mogłem robić już zdjęć. I wraz z upływem czasu, wypitym piwem i przeżutą koką (fakt, że tańczyli wiele godz. więc co jakiś czas musieli przeżuć świeżą porcję koki) atmosfera robiła się coraz luźniejsza.
large_jakarnawal.jpg (na tym zdjęciu zgiąłem nogi, aby za bardzo nie wystawać).

Więcej o Tupizie piszę tutaj.

Jutro żegnam się z Boliwią. Na pożegnanie zamieszczam zdjęcie, które dla jak symbol Boliwii.
large_symbolBoliwi.jpg
1. indianka, 2. kapelusik, 3. tak nosi się dzieci (i towary) 4. nie potrafię określić wieku tych kobiet (w zeszłym roku popełniłem faux pas, pytając się "starszej" kobiety czy to wnuczek czy wnuczka; okazał się syn więc teraz uważam).

Wydałem wszystko, co do ostatniego boliviana (zostawiając sobie na śniadanie i busik) - można ruszać w drogę.

Adiós Bolivia. Hasta la próxima vez !

Wysłane przez a.gogolewski 16:47 Kategoria Boliwia Komentarze (0)

Tupiza

jeszcze w Boliwii

W Sucre się zasiedziałem (jak obliczyłem w poprzedniej wyprawie i teraz spędziłem tutaj ponad 1,5 miesiąca), bo to bardzo przyjemne miejsce a i dzieciaczki (te które potrafią mówić) codziennie mnie prosiły "No se vaya". No ale czas w drogę. Przeskok przez Potosi (tu się nie zatrzymuję, o to 4000 mnpm i byłem w zeszłym roku) do Tupizy, ostatniego większego miasteczka przed Argentyną. Wysokość jak w Sucre, ale temperatura znacznie wyższa, gorąco. Miasteczko (jak zwykle) wciśnięte jest (dosłownie) między góry, dzięki temu można sobie trochę połazić (rano). large_4a2defb0-4ed0-11ea-a4d5-a7e3bc8f6335.jpgŻycie toczy się powoli, całe południe trzeba przeczekać, albo siesta albo w cieniu na rynku (można poćwiczyć hiszpański). large_Tupiza_rynek_kosciol.jpglarge_Tupiza_rynek.jpg
W tym tygodniu zaczęła się tu szkoła large_Tupiza_szkola.jpg i widać całe grupki dzieciaków jednako (choć różnie dla różnych szkół) ubranych.
Dzisiaj (13.0) po raz pierwszy zobaczyłem paradę karnawałową, z tym, że zupełnie inną niż w Columbii (tam w rytm porywającej muzyki tańczyły grupy - i zarówno dziewczyny jak i chłopaki). Tutaj hasłem pzewodnim była parada przebierańców (i głównie mężczyźni).
large_parada1.jpglarge_parada2.jpglarge_parada3.jpglarge_smerfy.jpglarge_parada4.jpglarge_parada5.jpglarge_parada6.jpglarge_parada7.jpglarge_parada8.jpglarge_parada10.jpglarge_parada11.jpglarge_parada12.jpglarge_parada13.jpglarge_parada14.jpglarge_coronavirus.jpg Tu widać, że zareagowano na coronavirus, z tym, że Corona to także nazwa lokalnego piwa
I jest to impreza lokalna, nie na pokaza dla turystów. large_widzowie.jpglarge_20c09ec0-4ed0-11ea-859f-bdbacaa69405.jpg large_zasoby.jpg
Im dłużej trwał przemarsz, tym bardziej rozkręcało się ostrzeliwanie się pianką. large_ostrzal.jpg, z tym że niektórzy byli do tego dobrze przygotowani.large_zawodnik.jpg
I na koniec polowy posiłek large_kuchnia_polowa.jpg, z tym, że taki polowy jest tutaj na porządku dziennym. Pod koniec dnia gospodynie wynoszą gary z ugotowanymi daniami, owijają to wszystko kocami (aby nie stygło) i kuchnia otwarta.
A dzień wcześniej widziałem próby dzieciaczków.
large_Tupiza_tanczace_dzieciaczki.jpg
To też jest dobre miejsce na pobyt
large_Tupiza_napis.jpg

Wysłane przez a.gogolewski 18:42 Kategoria Boliwia Komentarze (0)

Powrót do Sucre

jak w domu

Puno (a raczej wysokość) pokonało mnie po raz kolejny (znowu nieprzespana noc). Śniadanie jem o 6:30 ! i w nogi. Przez te ostatnie kilkanaście dni miałem niesamowitą huśtawkę pogody. Do wyboru, do koloru. Wysoko na altiplano (słońce i gorąco w dzień; chłodno w nocy, trochę padało), zjazd w doliny i pustynia (sucho i goraco); dojazdz do oceanu (ciepło, sucho, mgliście i pochmurno), dojazd do Arequipy i potop (cały czas leje, w miarę ciepło), przyjazd nad Titicaca (Puno- znowu w dzień ciepło, na słońcu upał; wieczory chłodne).
Ale muszę się decydować gdzie nocować (bo przede mną na trasie La Paz - jeszcze wyżej niż Puno). Decyduję się na malutki kroczek, na koniec jeziora Titicaca do miejscowości granicznej z Boliwią do Desaguadero. large_41b546a0-4618-11ea-be3a-871f0c6854d9.jpgNiby ta sama wysokość co w Puno, ale nie ma żadnych zboczy i górek (tak ja w Puno). Jest dobrze. Udało się normalnie przespać noc.
Desaguadero to takie typowe miasteczko graniczne. Mnóstwo straganów, ruch i gwar, i strumień ludzi (w obie strony) z towarami na wózkach, rowerach z naczepką lub na plecach. Po drugiej stronie granicy jest takie same miasteczko (o tej samej nazwie). Oczywiście nikt z nich nie zawraca sobie głowy przejściem granicznym i odprawą.

Skok do Cochabamby, tu można się trochę ogrzać i powrót znowu po górach do Sucre. large_427a1d40-4618-11ea-a30c-c5d6322e3809.jpgW ciągu ostatnich kilku dni spałem" (i) pod prześcieradłem, (ii) lekkim kocykiem l (iii) dwoma kocami i jeszcze dodatkowo kołdrą. W Sucre spędzę co najmniej tydzień nic nie robiąc (z wyjątkiem dzieciaczków).

Byłem dwa lata temu w Kolumbi. Zasadnicza różnica (zewnętrzna) to tam w tym czasie właściwie nieustająco trwał karnawał. I nie tylko Pasto ze sławnym Carnaval de Blanco i Negro. W każdym kolejnym miasteczku albo parada albo zabawa na placu (Popayan, . Tu właściwie nic, ani razu, nigdzie nic nie spotkałem.

Wysłane przez a.gogolewski 16:13 Kategoria Boliwia Komentarze (0)

W kierunku Boliwii (i domu)

Atico Camana Arequipa

Jest tu zaskakująco dobrze. Temperatura wiosenna (dzień 25 st, noc 21 st), zapach wody i powietrze przesycone mgiełką wodną - roztwór inhalacyjny (bo mgła nad oceanem i okolicami, to nie para, ale drobinki wody z fal rozbijających sie o brzeg). Trochę się poinhaluję. large_0abe5c70-3bf7-11ea-a159-e9c5ad9ab8b8.jpg
zwłaszcza że, gruba warstwa chmur zasłania słońce i czasami niewiele widać large_czekamy.jpg

Kolejny kroczek, malutki, cały czas wzdłuż wybrzeża. Do miejscowości (osady) Atico. W tak małym miejscu jeszcze nie byłem. large_Atico.jpg Trochę zabudowań po obu strony szosy panamerykańskiej (droga, która łączy obie Ameryki - od Kanady do końca Chile - z przerwą przy granicy Panama-Kolumbia). large_Atico1.jpg
Chociaż ma oczywiście plac centralny large_39f445c0-3c58-11ea-af7b-351d2b61c936.jpg a nawet coś co na mapie zaznaczone jest jako lotnisko ?!large_lotnisko.jpg

Już wiem, że w tych miasteczkach złapię połączenie do kolejnego najbliższego miasteczka, czyli raczej nie ma niebezpieczeństwa, że utknę gdzieś po drodze.

Dzisiaj niestety świeci słońce, trzeba albo siedzieć w hotelu albo ruszyć w dalszą drogę. Kolejna miejscowość na wybrzeżu to Camana. Dorga wzdłuż oceanu, ale trochę w górę large_628afd50-3e3b-11ea-8390-f198e0f51fcd.jpg potem w dolinę rzeki (trzy razy zobaczyłem zieleń)large_6145d320-3e3b-11ea-8390-f198e0f51fcd.jpg. Po przyjeździe na miejsce stwierdziłem, że nie podoba mi się (nie nad samym morzem, gwar, tłok, oczopląs). Pora w miaę wczesna, to do następnego punktu. Rzut okiem na mapę i albo jadę dalej wzdłuż wybrzeża, albo zahaczę o Arequipę ("Białe miasto" na liście UNESCO). Rzut monetą i pada na Arequipę.
Po jakiś 2 godz. jazdy (trochę w górę), zaczyna się znowu deszcz i pierwsze oznaki zieleni.
Do Arequipy wjeżdżamy wieczorem, w korku i w deszczu, tak więc nawet nie staram się szukać dobrego noclegu, tylko pierwszy najbliższy (jest ich mnóstwo).
Rano nie pada, ale wiszące chmury obiecują, że zaraz zacznie. I rzeczywiście jak dojechałem do centrum zaczęło lekko padać, aby po godz. sieknęło nieźle. Centrum historyczne Arequipy jest bardzo ładne, ale w deszczu dużo traci (znika życie na placykach i z large_plano.jpgchmurami budynki robią się bardziej "płaskie"). Pada cały wieczór a prognozy pokazują kolejne 5 dni z opadami na 100%.
No to dalej, czyli Puno. Szybko wjeżdżamy na altoplano i zaczynam "wsłuchiwać się" w reakcję organizmu. Jesteśmy znowu na 3800- 4000 mnpm (nie da się inaczej dojechać do Boliwii, z Chile też trzeba wjechać na altoplano)
.

Wysłane przez a.gogolewski 16:25 Kategoria Peru Komentarze (0)

Nad Oceanem Spokojnym

Puquio Nazca Chala

Szukam kolejnej miejscowości (4-6 godz. jazdy w dzień). Wypada Puquio. I już nie muszę chyba pisać, że droga wije się, albo dołem large_dol.jpg, by po chwili wspiąć się w górę. large_681f3410-3a0e-11ea-b223-4bf9059124ac.jpg. W pewnym miejscu na samej górze robi się płasko. large_plasko.jpg. I nadzwyczaj szybko zaczyna spadać temperatura (ciekawe jak wysoko jesteśmy). Mam wrażenie, że w kałużach woda pokryta jest warstewką lodu. To że tu jest zazwyczaj zimno i wieje, to widać to niskich budyneczkach, wciśniętych jak najbliżej ziemi. large_kosciolek.jpg
Dojeżdżamy do Puquio po 6 godz. Mży i zimno (takie odczucie, bo jestem tylko w lekkiej koszulce). Aby się ogrzać, trzeba nałożyć wszystko co mam ciepłego (podkoszulka, koszula flanelowa, polar, kurtka).

Rano słoneczko, w drogę. Po mniej więcej 20 min. jazdy po górach zaczynamy wyraźnie zjeżdżać I jak za sprawą magicznej różdżki i kompletna zmiana klimatu! (tak, nie pogody, a klimatu).
Najpierw large_pampa.jpg trochę płaskiego i pustego, później góry, ale kompletnie gołe. large_6af25140-3a0e-11ea-b223-4bf9059124ac.jpgTu nie padało od lat i pytanie do wnuków starszych (dorośli też mogą odpowiadać) - dlaczego ? (mnie uczyli na lekcji geografii, ale tu widać naprawdę). Niby jest blisko oceanu, a cały ten pas nadmorski jest tak suchy (w Chile w tym miejscu jest pustynia Atacama) large_711dc130-3a0e-11ea-b223-4bf9059124ac.jpg że tu nie chcą rosnąć nawet kaktusy. Tym bardziej zagadkowe, bo jak wcześniej pisałem do tej pory prawie stale padało (pora mokra). W tym miejscu średnioroczne opady to 4 milimetry! (dla porównania na Saharze średnioroczne opady to 249 milimetrów).

Dojeżdżamy do Nasca - i drugie pytanie do wnuków - z czego jest znana na cały świat Nasca (Nazca)? Dlatego nic na temat Nasca na razie nie będę pisał nic.

Za Nasca widoki jak z półwyspu arabskiego. Płasko, pusto, piach (a ponieważ wieje, to tumany pyłu w powietrzu). I w końcu pojawia się ocean. W ciągu dnia zjechałem z 3400 mnpm do 0.

Postój w Chala. Mała miejscowość nad oceanem. Mam pokój "nad oceanem", powietrze (mgiełka), large_mgielka.jpg szum fal (i może to kręcenie się po górach) powoduje, że śpię 12 godz. Woda zimna jak diabli (to podpowiedz dla wnuków) large_smialkowie.jpg ale jak zawsze znajduje się kilku śmiałków do kąpieli.

Wysłane przez a.gogolewski 16:42 Kategoria Peru Komentarze (0)

Abancay

gdzieś w górach

Cusco jest ładne, ale ma dwie podstawowe wady. i). tłumy turystów (miasto - centrum historyczne działa pod potrzeby turystów) oaz ii) temperatura.
Przez to, że jest na 3500 mnpm. to wieczorem robiło się zimno (a przynajmniej takie jest odczucie, jak się człowiek nagrzeje w ciągu dnia (unikając słońca). Wczoraj wracając do domu inną trasą niż zwykle natrafiłem w odległości 150 m od domu miejsce skąd ruszają busiki (napisane Curawashi + stamtąd do Abancay). Sprawdzam na mapie, to tak trochę w bok w górach, ale skoro przypadkiem natrafiłem to los wybrał kolejny krok.large_1714fc10-3803-11ea-9a5c-4d2ca2897bdf.jpg

Widoki po drodze śliczne. Jedzie się po górach wokół głębokich dolin, (w kilku miejscach strzałki na kanion kondorów), potem zjeżdża się w doliny, large_1f752650-3803-11ea-9a5c-4d2ca2897bdf.jpglarge_strumyk.jpg trochę doliną wzdłuż rzeki i znowu w górę. Trasa wygląda tak:trasa.jpg

Abancay jest miastem, leży na 2500 mnpm ! w głębokiej kotlinie. large_abancay.jpg, ale chyba już mogę o tym nie pisać, bo wydaje się że prawie wszystkie miasteczka w górach leżą w kotlinkach. Tak więc zredukowałem wysokość i automatycznie podniosła się o jakieś 10 st. temperatura. Znowu cieplutko i znowu z przyjemnością można brać prysznic. W tak głębokiej dolinie, że od momentu gdy zobaczyliśmy miasto zygzakowaliśmy jeszcze 60 km, (według licznika samochodu - ostatni fragment jechaliśmy współdzielonym samochodem osobowym, zamiast busika).

Miasteczko spokojne, bez turystów, bez pośpiechu.
large_plaza1.jpglarge_plaza.jpglarge_abancay1.jpg. Ciepło (chociaż często pada) i przepyszne jedzenie (przeplatam ceviche z rybami z rusztu).

A ponieważ otoczone jest górami i znajduje się tu park narodowy Ampay large_31687c90-3803-11ea-9a5c-4d2ca2897bdf.jpg z 3 jeziorkami, to można się nachodzić. Pusto, absolutnie nikogo nie ma, no może prawie large_kon.jpg.
Zdjęć jeziorek nie będzie, bo zaczęło padać.

I jeszcze wątek odnośnie bezpieczeństwa. Schodząc, przechodzę przez takie zabudowania, large_wioska.jpg znajduję pierwszą knajpkę (to szumna nazwa), gdzie można napić się piwa, w środku siedzi (widać że długo) kilku facetów, popijających chichę (szklanki 1/2 litra), wzrok lekko zamglony. Ale "buenas tardes" uśmiech i zaraz rozpoczyna się rozmowa, a po chwili sami odlewają mi i proponują mi, abym spróbował chichę.

Wysłane przez a.gogolewski 18:13 Kategoria Peru Komentarze (0)

Cusco - pępek świata

large_71c824b0-34ad-11ea-9457-ed7873d0c13d.jpg
Przegrywam z wysokością w Puno. To że przy chodzeniu po mieście co jakiś czas muszę się zatrzymać (zwłaszcza przy wchodzeniu), to OK, ale pierwszej nocy obudziłem się po 2 godz. snu nie mogąc złapać oddechu. Trochę pożułem liści koki i dało się spać dalej. Tym większe było moje zdziwienie drugiej nocy, gdy nawet żucie koki nie pomagało, czułem się jak karp przed świętami bez wody (brakuje powietrza i kręci się w głowie). Cóż poddałem się, skasowałem pobyt i z samego rana (bo i tak nie spałem) na dworzec autobusowy (tym razem łamiąc zasady dałem się zawieść) i w drogę do Cusco. Cusco to już "tylko" 3300 mnpm. więc powinno być OK, tylko co robią te góry naokoło, miało być niżej.2e251470-34ad-11ea-9457-ed7873d0c13d.jpg
To co rzuca się w oczy, to pora ilość wody (w porównaniu z Boliwią), rzeczki, strumyczki, potoczki.strumyczki.jpg

Cosco (Cuzco) było stolicą imperium Inków (w języku quechua oznacza "pępek świata"). ale po powstaniu Inków przeciw Hiszpanom, pierwotne miasto zostało spalone i na tym miejscu (wykorzystują sporo fragmentów konstrukcji) Hiszpanie zbudowali nowe miasto, to co dziś widzimy.
Nic dziwnego, że okolica obfituje w budowle (pozostałości) z czasów inkaskich i kolonialnych. Nazywane jest Rzymem Ameryki i wpisane jest na listę UNESCO i nazwane zostały w konstytucji peruwiańskiej jako historyczna stolica Peru.
large_682bf800-34ad-11ea-9457-ed7873d0c13d.jpglarge_65509d70-34ad-11ea-9457-ed7873d0c13d.jpglarge_uliczki.jpglarge_uliczki1.jpglarge_uliczki2.jpglarge_uliczki3.jpglarge_85629b40-34ad-11ea-8482-b35f9d43148d.jpglarge_Cuzco1.jpg

Oczywiście, całe centrum historyczne opanowane przez turystów i tych co coś im sprzedają. Same hotele/hostele, restauracje, biura podróży, sklepy z pamiątkami i salony odnowy (masaże).
Ponieważ większość atrakcji, które turyści "muszą" zobaczyć : dwunastokątny kamień w murach pałacu; kamien12.jpgTwierdza Sacsayhuamán; Świątynia Wiracochy; święta dolina; 317e78a0-34ad-11ea-9457-ed7873d0c13d.jpgPociąg do Agua Caliente i wjazd na Machu Pitchu zobaczyliśmy przy poprzednim pobycie z Bożeną (przy pomocy biura p. Marii Kralewskiej, o czym pisałem w relacji z La Paz) to tym razem zwiedzam miejsca do których turyści rzadko zaglądają.

Robię tak: pod domem w którym mieszkam (bardzo fajny apartament) mam przystanek autobusowy. Wsiadam do pierwszego nadjeżdżającego (chyba, że już nim jechałem), jadę na ostatni przystanek, albo gdzieś wysoko na wzgórzach, albo jakiś lokalny rynek (ceny 1/3 tego co w mieście).
Jak ląduję w górach, large_7e1f79c0-34ad-11ea-8482-b35f9d43148d.jpg to czasami są jakieś strzałki, a jak nie, to pytam się miejscowych, gdzie tu znajdują się ruiny inlkaskie (bo muszą być). Oni wymieniają nazwę i pokazują mi kierunek.
large_872cace0-34ad-11ea-8482-b35f9d43148d.jpglarge_85fb7fe0-34ad-11ea-8482-b35f9d43148d.jpg

Wysłane przez a.gogolewski 14:59 Kategoria Peru Komentarze (0)

Jezioro Titicaca

Copacabana/Bolivia + Puno/Peru

Uciekam z wysokości La Paz nad jezioro Titicaca (choć to tylko jakieś 100 mnpm niżej, tu jest 3800 mnpm), najpierw do Copacabany (bo mam wyobrażenie o małym, spokojnym miasteczku).large_copacabana.jpg
Sama podróż jest ciekawa. W pewnym punkcie dojeżdża się cieśniny Tiquina, która ma szerokość 780 m i jest punktem przeprawy przez Jezioro (między dwoma półwyspami). Tutaj wysiada się z samochodów. Samochody i autobusy wjeżdżają na "promy" large_prom.jpg, a pasażerowie przepływają łódeczkami. lodeczki.jpg
Na szczęście zapamiętałem, który to był mój autobus, właśnie dopływa large_c8a8afa0-3095-11ea-9c04-a7c6ae3645f0.jpg.

Większości osób Copacabana kojarzy się z plażą w Rio.Ale nazwa pochodzi stąd. W quechua oznacza to mniej więcej "błękitny/spokojny punkt widokowy" i było to miejsce kultu Inków na cześć świętego jeziora Titicaca. Według wierzeń tutaj narodził się bóg Wirakocza a Inkowie pochodzą z wód jeziora, z okolic wyspy Słońca, skąd wyłonili się Manco Capac (zresztą tak nazywa się teraz ta prowincja) i Mama Ocllo. Dla Inków było to tak ważne miejsce, że całe jezioro i okolice zostało włączone do imperium inkaskiego (z wyjątkiem plemienia Urus, które uciekło, chroniąc się na pływających wyspach. A potem tak samo chronili się przed Hiszpanami, a teraz te pływające wyspy to jedna z największych atrakcji turystycznych).

Hiszpanie przerobili to miejsce kultu na inny punkt kultu, zakładając tu kościół ku czci Matki Boskiej Copacabańskiej, miejsce pielgrzymek (właściwie pielgrzymuje się do figurki matki boskiej, wykonanej przez miejscowego potomka Inków). large_bazylika.jpg
Cóż wierzenia Inków jak wierzenia. Można się z nich śmiać, ale wtedy trzeba śmiać się i z tego - przed kościołem zakonnicy święcą przystrojone kwiatami samochody large_swiecenie.jpglarge_dd48fd70-3095-11ea-9fb3-ef19f6e11071.jpg.

Jezioro Titicaca jest jeziorem żeglownym położonym najwyżej na świecie i podzielone jest pomiędzy Boliwię i Peru. Całkowita powierzchnia to około 8560 km2. Dla porównania jezioro Śniadrwy ma 113 km2. Jest tu kilka wysp, z których część jest zamieszkałych, a na co najmniej dwóch: wyspie Słońca i Wyspie Księżyca znajdują się szczątki budowli Inkaskich.
Oferty turystyczne obejmują płynięcie na jedną lub kilka wysp (z opcją noclegu u lokalnych Indian) oraz (najbardziej popularną) wycieczkę na pływające wyspy Uros. Wyspy te i znajdujące się na nich budyneczki wyplecione są z trzciny i stale uzupełniane.

Jak spodziewałem się spokojnego miasteczka to nie tutaj. Tu tłumy ludzi i jeden wielki jarmark. Same biura podróży, hotele/hostele, restauracje, pamiątki. Nic z pierwotnego miasteczka. Przynajmniej dobre jedzenie czas na pstrągi i inne ryby z jeziora. I dość przyjemne towarzystwo w hostelu.large_e0960590-3095-11ea-9cc0-d7db5e66ed08.jpg

Paradoks, sam podróżuję, ale nie lubię miejsc, które przez nadmiar turystów zabił autentyczność miejsca. Dlatego jak widać często zatrzymuję się tam gdzie przewodniki nie wskazują jako "must see".

Aby nie być giri, jadę dalej do Puno jak miejscowi. Zamiast kupić bilet od razu do Puno i jechać dużym autobusem, łapię busik do granicy Boliwia-Peru, po przekroczeniu granicy kolejny busik do miasteczka i stamtąd kolejny busik do Puno.
Puno jest po stronie peruwiańskiej takim samym punktem startu do rejsów po Titicaca jak Copacapana po boliwijskiej
large_c86787f0-3095-11ea-9fb3-ef19f6e11071.jpg
Ponieważ jest to większe miasto, to miasto jest normalne i autentyczne. A dodatkowo tutejsze jedzenie jest bardzo smaczne i różnorodne (rząd wielkości w stosunku do Boliwii). I w końcu doczekałem się ceviche (były już w Boliwii, ale specjalnie czekałem na Peru). large_ceviche.jpg

W samym mieście (może poza głównym deptakiem) nie widać takich mas turystów. Oczywiście przy samym jeziorze kwitnie "turystyka" (bazary, nagabywanie na wycieczki).
Tyle łódek czeka w Puno aby dowieść turystów na pływające wyspy (lub gdziekolwiek sobie zażyczą)large_e0581230-3095-11ea-9cc0-d7db5e66ed08.jpg

Byśmy ( z Bożeną) na wyspach Uros kilkanaście lat temu i choć "pachniało" sztucznością, to wierzyłem że są stale zamieszkałe. Może na niektórych wysepkach dalej tak jest. Teraz jednak wydaje się że są już tylko atrakcją turystyczną (mieszkańcy dojeżdżają na wyspy bladym świtem, czekając na turystów). Zresztą, potwierdzeniem moich podejrzeń jest fakt, że w 2007r. powstały takie same pływające wyspy, ale po stronie boliwijskiej (oryginalne wyspy są po stronie peruwiańskiej), aby było blisko z Copacabany.

No i jeszcze słowo o pogodzie. Skrajna: zimno - gorąco. W dzień słońce zabija (choć termometry wskazują tylko 16-18 st.) a wieczorem robi się zimno (tym bardziej jak się człowiek trochę nagrzał w dzień).

Wysłane przez a.gogolewski 06:19 Kategoria Boliwia Komentarze (0)

La Paz


Zobacz America del sur 2019/2020 a.gogolewski's na mapie.

large_b44aad70-2e91-11ea-af79-f769026d7cc8.jpg
Wieczorem przygotowałem się (poczytałem w Internecie) do wyjazdu do Parku Narodowego Toro toro. Dojechałem na miejsce startu busików, ale wracający miejscowi poradzili mi, że jak mogę to abym pojechał w innym okresie jak nie będzie padało i będzie trochę mniej błota. Uwierzyłem, ale co teraz. Na prawdziwy dworzec autobusowy i bilet do La Paz (administracyjna stolica Boliwii). Tak jak sobie obiecałem, odpuściłem jazdę szaleńczymi busikami i jak się okazało coś za coś. Zyskałem komfort (miękkie rozkładane fotele, miejsce na nogi, video) i bezpieczeństwo jazdy, ale 320 km. jechaliśmy ponad 8 godz (z 1/2 godz. przerwą na obiad). A busiki obiecywały (co potwierdzali jadący) 4-4.5 godz.
Pierwsze 3 godz. kręcenie się po górach, a potem jak wjechaliśmy na altoplano, jak po płaskim stole.large_altplan.jpg
Wjazd do La Paz jest niesamowity. Aby lepiej wytłumaczyć dlaczego, trzeba zrozumieć, że La Paz położone jest we wnętrzu krateru (właśnie sprawdziłem, że we wnętrzu kanionu rzeki Choqueyapu - rzeczywiście z jednej kolejki widać rzeczkę).b7af8350-2e91-11ea-af79-f769026d7cc8.jpgna średniej wysokości 3650 mnpm (i jest najwyżej położona stolica na świecie). Ta średnia wysokość jest mocno myląca, bo miasto leży między 3200 a 4100. A ponieważ ceny nieruchomości zależą od wysokości (im niżej tym drożej) to oczywiste jest że wszyscy biedniejsi mieszkają na samej górze, na zewnątrz kanionu. I to co na górze zostało wyodrębnione jako osobne miasto El Alto, które ma więcej mieszkańców niż La Paz.
large_abb4a620-2e91-11ea-af79-f769026d7cc8.jpg (widok z kolejki)
Wracamy do jazdy. Najpierw autobus przedziera się przez El Alto. W pewnym momencie widać tylko wielką pustkę, zarys olbrzymiej dziury w ziemi, a potem zaczynamy zjeżdżać w dół i ukazuje się cudowna panorama, cała ta dziura to zabudowane stoki. Wydaje się, że do La Paz prowadzi tylko jrdna droga w dół, tak więc w okresie niepokojów i zamieszek w El Alto często dochodzi do protestów i blokad dróg. W tym wypadku wystarczy zablokować tę jedną drogę, aby odciąć komunikacyjnie La Paz od świata.
Miasto otoczone jest górami, kilka szczytów pokryte śniegiem powyżej 6000mnpm.

Dzisiaj po raz pierwszy jadłem mięso z lamy. Na moje usprawiedliwienie mam to, że nie wiedziałem. Zamówiłem danie typowe dla okolicy ...... Smaczne: ziarna kukurydzy (ale białej), pokryte wiórkami suszonego/wędzonego mięsa. Bardzo smaczne, więc na odchodnym zapytałem się jakie to było mięso - lama.

Jedną z atrakcji w La Paz są linie (10) kolejki (napowietrzne metro). Można objechać miast naokoło i kilka linii schodzi do środka. Trochę się najeździłem, bo chodzić prawie się nie da (cały czas albo w górę, albo w dół). large_b1eebc10-2e91-11ea-af79-f769026d7cc8.jpg
Zwiedzanie miasta sobie darowałem, bo już kiedyś tu byłem1.

Jednak odczuwam wysokość. Obudziłem się w środku pierwszej nocy ze nabrzmiałymi dziąsłami?! (oczywiście liście koki). Chodzę jak staruszek, noga za nogą i co jakiś czas przystanek. A co gorsza straciłem apetyt. Chyba w dalszą drogę.

1 Byliśmy w La Paz z Bożeną przy okazji podróży po Peru. I ta podróż nierozłącznie łączy się z p. Marią Kralewską i jej biurem podróży. Byliśmy z Bożeną w Peru ho,ho kilkanaście lat temu, nie mówiłem po hiszpańsku i biuro pani Marii, interaktywnie ułożyło nam podróż. Nie tylko ułożyło, ale wszystko dopięło na ostatni guzik. Podróżowaliśmy normalnymi autobusami, ale po dojeździe do kolejnej miejscowości ktoś na nas czekał, zawoził nas do hotelu, potem zazwyczaj była lokalna jedno lub kilkudniowa wycieczka po najciekawszych miejscach i na końcu takiego mini pobytu odwożono nas na dworzec autobusowy i pilnowano, abyśmy wsiedli do właściwego autobusu. W ten sposób zwiedziliśmy całe południowe Peru. Wszystko jak po sznurku. Polecam wszystkim którzy chcą mieć pobyt zorganizowany.
I Pani Mario, jeśli być może czyta (będzie czytała) Pani moje relacje to serdecznie pozdrawiam.

Wysłane przez a.gogolewski 12:15 Kategoria Boliwia Komentarze (0)

Cochabamba


Zobacz America del sur 2019/2020 a.gogolewski's na mapie.

Pada, więc jest to dobry czas na przemieszczenie się. Opuszczam kolejne małe miasteczka i przeskakuje do Cochabamby. Dopiero na trasie uświadomiłem sobie, że deszcz (i miejscami mgła), tak jak i poprzednio podwójna ciągła, zakręty co 50 m nie stanowią przeszkody w wyprzedzaniu.
Im bliżej celu, tym teren bardziej się wypłaszcza, coraz więcej domów, osad, pastwisk (z krowami!) i pól uprawnych
Dojechaliśmy. Uff.
Cochabamba jest stolicą regionu (Cercado), żyznego obszaru położonego na altoplano (2500mnpm).
Dość duże miasto, z postkolonialnym centrum, czyli rynek w jednym rogu katedra,
large_katedra1.jpg
naokoło eleganckie domu z podcieniami. large_podcienie.jpg

Na rynku oczywiście mnóstwo ludzi, gołębie, large_golebie.jpgpucybuci. large_czyscibuci.jpgBardzo trudno byłoby na podstawie tych zdjęć zgadnąć gdzie to jest. No, może pomnik kondora zawęża podejrzenia do Peru i Boliwii.large_kondor.jpg
Dalej pada, w takim razie wyprawa do wód termalnych. I niby to jest niedaleko, bo jakieś 30 km, ale jest to wyprawa. Tak jak już z dwa razy opisywałem trzeba sporo odkryć. Transport publiczny to istny horror zamiejscowych. Nie ma autobusów, tylko takie busiki i jest ich setki. Jadą praktycznie jeden za drugim (tylko gdzie?). Co prawda na szybce mają jakieś nazwy, ale jest to mieszanka nazw ulic, miejsc i miejscowości (a mnie i tak nic to nie mówi). Z opisów wiem, że termy są w miejscu co nazywa się Liriuni, ale nie ma stąd połączenia. Dowiaduję się, że trzeba najpierw złapać busik do Quillacollo (i dojść do miejsca skąd te busiki odjeżdżają) i stamtąd to już rzut beretem. Wszystko proste, tylko cały czas się zastanawiam, dlaczego w takich małych miejscowościach (jak Quillacollo) busiki nie mogą odjeżdżać w różne strony z tego samego miejsca. Znowu trzeba się pytać skąd wyruszają do Liriuni.
Termy znajdują się w górach large_termy.jpg large_termy_otoczenie.jpg i jest tam odkryty basen large_termy1.jpg, ale są także kabiny indywidualne wypożyczana na 1/2 lub godz., tzn. sale w których są małe baseniki i po każdym gościu spuszczana jest woda i nalewana nowa. Niby genialne, ale jak zacząłem wchodzić do wrzątku (nie pamiętam, abym był w takich goracych wodach) i zakręciło mi się w głowie to uświadomiłem sobie, że nie ma tu żadnych dzwonków i gdybym tutaj zasłabł, to wyłowią mnie po godzinie.

Trochę petard w nocy i mamy nowy rok. Pierwszy dzień nowego roku okazał się na tyle łaskawy, że nie pada i nie ma słońca, a miasto jak wymarłe. Świetne warunki aby trochę się powłóczyć. Między innymi zaniosło mnie na cmentarz (olbrzymi), ale "ludzki", nie ma rozdęcia i przepychu. Kącik zasłużonych przedstawia postacie a nie megakaplice large_e203ab80-2dc5-11ea-8f29-29fd2a69cf9e.jpg. Opisywałem już cmentarze w kilku miejscach (m.in. w Sucre i Buenos Aires) i nie będę się powtarzał. Jedyne co dodam (widziałem ich uż wcześniej, ale jakoś sobie nie uświadomiłem) to istnienie "modlitewników"modlitewnicy.jpg, czyli osoby siedzące cały dzień (chyba) na cmentarzu i przyjmujący zlecenie odmawiania zdrowasiek, albo wieczny odpoczynek daj .... i potem recytują te modlitwy w kółko (zlecenie obejmuje chyba także czas modlitw).
I jeszcze jedna ciekawostka. Zatrzęsienie zakładów fryzjerskich (a raczej salonów). Na odcinku 2-3 przecznic koło 80 salonów (same, nic innego nie ma) i to takich po 8 - 12 fotelów.

Trudno mi podsumować pobyt w Cochabambie. Centrum nie jest brzydkie, miasto żyje (olbrzymia część miast to bazar) ale nic do mnie nie przemówiło.

Wysłane przez a.gogolewski 17:32 Kategoria Boliwia Komentarze (0)

(Wpisy 1 - 12 z 22) Strona [1] 2 »