Travellerspoint Blogi z podróży

Powrót do Argentyny

Kalendarz pokazuje, że czas na powrót do Buenos Aires. Odświeżyłem sobie, jak ładny jest ten kawałek trasy. W dalszym ciągu jesteśmy w górach, ale droga cały czas wiedzie po równinie, wzdłuż rzeczki. A góry są ciekawe, miejscami mają różnokolorowe pasemka. large_56365130-5501-11ea-8993-5b96ed9c51f3.jpg

Pierwszy przystanek po przekroczeniu granicy w Argentynie, w El Carmen. Takie małe miasteczko (zapach siana, śpiew ptaków,..) obok El Salvador de Jujuy. Już tu byłem i było mi dobrze ( dlatego wróciłem na kilka dni). Jest to jeden z paradoksów mojej podróży. Widziałem mnóstwo nowych miejsc (licznik pokazuje, że przejechałem już ponad 7700 km), ale jak tylko mogę wrócić do miejsca gdzie było mi dobrze, to prawie zawsze tam wracam (i wybieram ten sam hotel, wybieram te same miejsca na obiad i kolacje).

Góry prawie się skończyły (choć je widać naokoło), temperatura skoczyła do ponad 30st. W południe zrobiło się nieznośnie gorąco, tak więc południowa sjesta jest po prostu obowiązkowa.large_sjesta.jpg.
Teoretycznie mogę już stąd skoczyć do Beunos Aires, ale to prawie doba podróży (jak wielokrotnie pisałem - nie latam). Rozbijam to na dwa przejazdy, a i tak pierwszy przejazd trwa ponad 7 godz. (dobrze chociaż, że autobus był "wypasiony (rozkładane o 90 st fotele, monitory jak w samolotach, steward: obiad, kawa, herbata, napoje,...) i zatrzymuję się w Santiago del Estero. large_santiago.jpg,
To już tak, jakbym wrócił do Europy. Zadbane uliczki i budynki, ludzie, spośród których wcale się nie wyróżniam large_deptak.jpg- tak jak w Boliwii (jak pada pytanie skąd jestem, to nie jest pytanie o kraj, tylko miasto). large_rynek.jpg Zatrzęsienie kawiarni i kawiarenek (w Boliwii były to jadłodajnie), na każdym rogu jak nie apteka to fitness club. I tu (z powodu upałów) życie (czyli przesiadywanie albo w kawiarni, albo na ławeczkach) zaczyna się dopiero po 18:00 large_5a7dbee0-5501-11ea-8993-5b96ed9c51f3.jpg. Zresztą jest to ciekawy kontrast, z jednej strony Argentyna "bankrutuje", a z drugiej strony ludzie godzinami przesiadują w kawiarenkach (lodziarniach, ciastkarniach) dyskutując nad ciężkim losem Argentyny. W ogóle uwielbiają rozmawiać i są to rozmowy ciekawe. i z którymi rozmawiałem widać, że są wykształceni, oczytani i bystrzy a przy tym sympatyczni (+ włoski zaśpiew).

W Santiago już też kiedyś byłem (i w moim zwyczajowym miejscu na jedzenie były, jak w zeszłym roku, takie same pyszne marynowane ozorki).

Wysłane przez a.gogolewski 10:44 Kategoria Argentyna

Wyślij ten wpis.FacebookStumbleUpon

Spis treści

Bądź pierwsza(y) komentując ten wpis.

This blog requires you to be a logged in member of Travellerspoint to place comments.

Login